Pomyślałem, że napiszę parę słów o najśmieszniejszym zdarzeniu ostatnich dni, czyli błędzie 8001050F. Otóż w nocy z 28/02 na 1/03 przestały działać wszystkie konsole Playstation 3 na świecie. No, nie do końca wszystkie, bo nowe modele działają, ale znacząca ich część. Oczywiście włączały się, ale przestały łączyć się z siecią, uruchamiać gry, część zapisanych na nich danych traktowały jako zepsute, czyli praktycznie były nie do użytku. Próba zrobienia czegokolwiek kończyła się wyświetleniem sympatycznego komentarza o błędzie 8001050F.
Problem sam się naprawił po 24 godzinach, ale zjawisko jednak niecodzienne. 24 godziny to niemało, pewnie nie jeden posiadacz konsoli chciał w tym czasie sobie pograć. Ja na przykład bardzo chciałem zobaczyć finałową walkę w GoW3, ale się nie udało.
Chodziło podobno o to, że był błąd w oprogramowaniu zegara, dzięki któremu hardware konsoli traktował rok 2010 jako przestępny, a software nie, i stąd wszystkie problemy. Nie wiem do końca, jak to jest możliwe, że taki błąd powstał, bo przecież identyfikacja lat przestępnych jest banalna, a na dokładkę wydawałoby się, że w temacie oprogramowania zegara prawdopodobnie od kilkudziesięciu lat wiele nowego powiedzieć się nie da. Nie znam się też na tyle na sprzęcie, żeby nawet próbować dociekać, jak się tam ten software z hardwarem konkretnie gryzły. Niemniej jednak sam wypadek jest dość niepokojący.
Bo rozumiem, mogą przestać działać usługi sieciowe. Ale tu mamy przykład, jak może po prostu wszystko przestać działać - nawet sprzęt do sieci nie podłączony. Teraz powstaje pytanie, kiedy takie rzeczy mogą się jeszcze przydarzyć. Problem roku 2000 był znany i przewidywalny, problem 29.02.2010 r. przewidywalny na pewno nie był, bo i skąd.
Swoją drogą, ciekawe, czy tego typu przypadki zdarzają się też innym rodzajom sprzętu - medycznemu, lotniczemu, sterownikom elektrowni atomowych. Bo w sumie jakoś nie wiem, czemu tamte urządzenia miałyby mieć lepiej przetestowane akurat oprogramowanie zegara - coś, z czym chyba zwykle nie ma wielkich problemów. A może jednak to oprogramowanie jest lepiej sprawdzane?
Wszyscy się martwią, że rosnąca ilość usług wymagających połączenia z internetem sprawia, że nic nie będzie działać, gdy tego połączenia nie ma (choćby weryfikacja gier przez Steama). A tu proszę, i bez połączenia są problemy. Może dobrze, że na świecie, poza zamkniętymi systemami, są jednak pecety? Trochę większa gama producentów sprzętu, to i mniejsza szansa, że wszystkie naraz przestaną działać?
No i w sumie dobrze dla Sony, że problem sam się naprawił. Bo co by było, jakby się sam nie rozwiązał? Aktualizacji oprogramowania konsola ściągać z sieci nie chciała, zostałaby tylko aktualizacja przez zgranie sobie firmware'u na pamięć flash i odpalenie go przez USB, ale to strasznie skomplikowany proces. Pewnie byłyby kłopoty.
Ciekawe też, czy będą jakieś pozwy w USA ;-).
A przecież jest wiele urządzeń, które - gdyby przestały działać na 24h - spowodowałyby więcej zamieszania. I nie chodzi mi tu o nic wielkiego, a na przykład o taki iPhone czy jakikolwiek inny popularny telefon. Oczywiście, można sobie go zmienić na inny, ale to jednak kłopot dla wielu osób. Ta sprawa daje nieco do myślenia.
Swoją drogą, sprawdziliśmy z Piotrkiem, że suma cyfr dziesiętnej postaci numeru błędu to 44. To musi coś znaczyć. Przyszłość należy do błędów ;-).
Bo co będzie, jak kiedyś przestanie działać na jeden dzień
to wszystko?